poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Od Aomine - "Pokój się sprzedaje... Ale kto kupuje?" cz. 1

      Chciałbym powiedzieć, że jestem dobry. Jednak nie mogę tego stwierdzić nie pamiętając, jaki byłem kilka lat temu. Nie pamiętałem swoich rodziców, nie pamiętałem miejsca, w którym dorastałem; pamiętam tylko, że czerpałem radość z zabijania. Może wewnątrz pragnąłem być delikatny, ale moim sercem władała żądza krwi.
 (´∀`)♡
     - Zejdź mi z drogi - warknąłem. Moje kły i pazury w każdej chwili mogły przejąć nade mną kontrolę. Średniej wielkości basior nie chciał przepuścić mnie dalej. 
      - To nie jest twój teren - wycedził. Poczułem narastającą presję - Nie skrzywdzę cię, jeśli odejdziesz. 
      - Muri - powiedziałem cicho. Następnie poczułem w pysku ciepło, tak znajome i przyjemne. Przeciwnik zachwiał się i powoli osunął na śnieg, który natychmiast zaczął barwić się na czerwono. Z jego potężnego karku spływała krew, ambrozja, tak potrzebna do życia. Zabiłem go? Trudno. Sprawiłem, że zginął w tak brutalny i bolesny sposób? Trudno. Jego rodzina została pozbawiona nadziei? Trudno. Nie posłuchał mnie. Uniosłem się i powędrowałem dalej, nie oglądając się za siebie. 
      W tamtym czasie nie zastanawiałem się nad szkodami, jakie wyrządzałem. Mordowałem nawet z nudów. Wyszkoliłem się na zabójcę - byłem mało widoczny, nauczyłem się sztuki kamuflażu i perfekcyjnego ataku. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, czym jest śmierć i ile istot na nią zsyłam. Byłem niczym cień, sługa Ostatniej Sekundy. Byłem szczęśliwy? Wróć, ja nie znałem definicji tego słowa. Obojętny światu sadysta, morderca bezwzględny.         Myślę, że trwałoby to w nieskończoność, gdyby nie wadera, na którą natknąłem się przemierzając skutą lodem ziemię. Ona również nie chciała mnie przepuścić. 
      - Stój. Nie pozwolę ci przejść. - była bardzo stanowcza i władcza. Ale mnie to nie przeszkadzało. 
      - Nie potrzebuję twojego pozwolenia, bo... 
      - Chcesz zabijać, prawda? Nie możesz się powstrzymać. Na własne oczy widziałam, jak na Starym Klifie wymordowałeś rodzinę jeleni. Nie posłużyła ci nawet jako pożywienie. Zostawiłeś umierające ciała niewinnych i bezbronnych zwierząt. Ty też nie zasługujesz na życie. Jestem ucieleśnieniem zasady "oko za oko, ząb za ząb". Zabiję cię. - powiedziała to zbyt poważnie. Naprawdę chce mnie zabić. Roześmiałem się. Naprawdę nie wierzyłem, by mogła dać radę. 
     - To chyba nieporozumienie, pomyliłaś mnie z kimś... 
     - Nie. Wali od ciebie zgnilizną krwi. - była sprytniejsza. Albo po prostu miała rację.
 (´∀`)♡
     - Wiesz, Nedan? Nigdy bym nie pomyślał, że ktoś powstrzyma mnie od zabijania. - leżałem na plecach, wpatrując się w gwiazdy. Czułem oddech wilczycy na karku. 
     - Ha ha, a ja w życiu nie spodziewałabym się, że ktoś sprawi, że złamię własną zasadę - roześmiała się głośno. Miała piękny, kojący głos...
 (´∀`)♡
      Nedan, pisane znakami 値段, oznaczało "cenę". Cenę, jaką musiałem ponieść za ujarzmienie własnej agresji. Nie chciała mnie? Zastanawiałem się nad tym wiele razy. Pewnego ranka wszystko się jednak rozjaśniło. 
     - Aomine. Idę sprawdzić dwa punkty obserwacyjne. Wrócę tu. - powiedziała z uśmiechem. 
     Jednak nie wróciła. To były jej ostatnie słowa skierowane do mnie. Szukałem jej rozpaczliwie kilka dni i nocy. Biegłem godzinami, przez oblodzone góry, równiny, bagna, lasy i łąki. Opadałem z sił. Ale w końcu znalazłem. Spowijała ją cienka warstwa śniegu. Jej futro lśniło w świetle księżyca. Jej serce nie biło. Szybko oceniłem stan gnijącego już ciała. Nie miałem wątpliwości - przeciwnik, o dużych szczękach celował w punkty witalne, jak widać skutecznie. Leżałem przy niej tydzień. To właśnie cena mojej delikatności. 
      Zew powrócił; znowu te same myśli błądziły w mojej głowie. Ale ona oduczyła mnie niepotrzebnego rozlewu krwi i mordu, więc starałem się powstrzymywać. 
     Dla niej. 

 C. D. N.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Od Otsune - "Wielka Siła Przyciągania" cz.1

Moje wilcze życie zaczęło się od oddechu. Pierwszego i magicznego oddechu. Dopiero wtedy, gdy poczułam bijące serce, zrozumiałam co to jest życie. Za każdym razem gdy zamknęłam oczy, od razu chciałam je otworzyć obawiając się, że świat przed moimi oczami zniknie. Gdy zaś kładłam się spać i czułam, że zasypiam bałam się równie mocno. Mój lęk i strach przed jutrem był katorgą, która nie chciała mnie opuścić. Wtedy straciłam wszystko, co miałam.
~*~
Obudziłam się bardzo wczesnym rankiem, widząc szarą pogodę, i nadciągające czarne chmury. Miało to zwiastować kolejną, groźną burzę, która miała zabić następne wilcze pokolenie. Miałam wtedy 3 lata, a rodzice już dawno nie żyli, więc byłam zdana na samą siebie. Jako dorosła wadera musiałam wziąć się w garść i wyjść naprzeciw wszystkim istotom na tej Ziemi. Pamiętam, że jako mały wilk, byłam uczona życia. Z wszystkich tych lekcji zapamiętam tylko jedno przesłanie "Myśli stają się rzeczami". Nie potrafiłam tego zrozumieć, nie wiedziałam o co może w tym chodzić. Znaczenie tych słów pozostało dla mnie tajemnicą, którą chciałam odkryć.
W tą mroczną pogodę, postanowiłam opuścić swoje miejsce i udać się na poszukiwania innych wilków. Poczułam, że ziemia pod moimi łapami trzęsie się co bardzo mnie zaniepokoiło. Czyżby kolejne trzęsienie ziemi? W Japonii nie było mowy o tygodniu bez trzęsienia ziemi, lecz ostatnimi czasy były one bardzo niebezpieczne. Zaczęłam biec tak szybko jak pozwalała mi na to moja słaba kondycja. Po piętnastu minutach bardzo szybkiego biegu, zobaczyłam wielki wodopój, do którego zwykłam przychodzić. Wiedziałam, że muszę biec dalej. Nie wiedziałam po co i dlaczego. Wiedziałam tylko, że nie mogę się zatrzymać. Zacisnęłam zęby i ruszyłam dalej. Nie zważając na zmęczenie, nawet gdy mijałam piękne miejsca z wodopojami, nie zatrzymałam się już ani razu. Czułam, jak moje mięśnie odmawiają mi posłuszeństwa, a organizm skarży się na brak wody i jedzenia. Nie mogłam nic z tym zrobić, bo wciąż wiedziałam, że muszę biec dalej. Moja droga do miejsca, w którym się zatrzymałam trwała około 6 godzin. To był cud, że udało mi się przeżyć ten bieg. W tym czasie burza, która nadciągnęła, już się skończyła a ja byłam bezpieczna. Przez te 6 godzin, modliłam się, by tylko piorun nie zechciał mnie zabić.
Tak więc gdzie trafiłam?
Miejsce, proste i zwykłe. Nie widziałam ani jednej żywej duszy. Zatrzymałam się pod wpływem impulsu, tylko dlaczego akurat w tym miejscu? Niezwykłego doświadczyłam dopiero po kilku dniach bycia tutaj. Pewnego dnia napotkałam starego, lecz szczęśliwego wilka. Trzymał się dobrze, mimo, że żył samotnie od dziesięciu lat. Podszedł wtedy do mnie i rzekł:
-Witam cię serdecznie. - mówiąc to, uśmiechał się sympatycznie.
-Ohayou gozaimasu. - wstałam i skuliłam głowę w jego stronę. Dawno już nie widziałam wilków, również żyłam samotnie.
-Co cię sprowadza w to niezwykłe miejsce? - zainteresował się. Przez chwilę próbowałam sobie uświadomić, co jest takiego pięknego w tym miejscu. Nic nie przyszło mi na myśl.
-Sama nie wiem. - odrzekłam. - Przybyłam z bardzo daleka i jestem tutaj dopiero kilka dni.

C.D.N

Nowy basior - Aomine


AOMINE
Serdecznie witamy!

Nowy basior - Daiki


DAIKI
Serdecznie witamy!