Chciałbym powiedzieć, że jestem dobry. Jednak nie mogę tego stwierdzić nie pamiętając, jaki byłem kilka lat temu. Nie pamiętałem swoich rodziców, nie pamiętałem miejsca, w którym dorastałem; pamiętam tylko, że czerpałem radość z zabijania. Może wewnątrz pragnąłem być delikatny, ale moim sercem władała żądza krwi.
(´∀`)♡
- Zejdź mi z drogi - warknąłem. Moje kły i pazury w każdej chwili mogły przejąć nade mną kontrolę. Średniej wielkości basior nie chciał przepuścić mnie dalej.
- To nie jest twój teren - wycedził. Poczułem narastającą presję - Nie skrzywdzę cię, jeśli odejdziesz.
- Muri - powiedziałem cicho.
Następnie poczułem w pysku ciepło, tak znajome i przyjemne. Przeciwnik zachwiał się i powoli osunął na śnieg, który natychmiast zaczął barwić się na czerwono. Z jego potężnego karku spływała krew, ambrozja, tak potrzebna do życia. Zabiłem go? Trudno. Sprawiłem, że zginął w tak brutalny i bolesny sposób? Trudno. Jego rodzina została pozbawiona nadziei? Trudno. Nie posłuchał mnie. Uniosłem się i powędrowałem dalej, nie oglądając się za siebie.
W tamtym czasie nie zastanawiałem się nad szkodami, jakie wyrządzałem. Mordowałem nawet z nudów. Wyszkoliłem się na zabójcę - byłem mało widoczny, nauczyłem się sztuki kamuflażu i perfekcyjnego ataku. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, czym jest śmierć i ile istot na nią zsyłam. Byłem niczym cień, sługa Ostatniej Sekundy. Byłem szczęśliwy? Wróć, ja nie znałem definicji tego słowa. Obojętny światu sadysta, morderca bezwzględny. Myślę, że trwałoby to w nieskończoność, gdyby nie wadera, na którą natknąłem się przemierzając skutą lodem ziemię. Ona również nie chciała mnie przepuścić.
- Stój. Nie pozwolę ci przejść. - była bardzo stanowcza i władcza. Ale mnie to nie przeszkadzało.
- Nie potrzebuję twojego pozwolenia, bo...
- Chcesz zabijać, prawda? Nie możesz się powstrzymać. Na własne oczy widziałam, jak na Starym Klifie wymordowałeś rodzinę jeleni. Nie posłużyła ci nawet jako pożywienie. Zostawiłeś umierające ciała niewinnych i bezbronnych zwierząt. Ty też nie zasługujesz na życie. Jestem ucieleśnieniem zasady "oko za oko, ząb za ząb". Zabiję cię. - powiedziała to zbyt poważnie. Naprawdę chce mnie zabić. Roześmiałem się. Naprawdę nie wierzyłem, by mogła dać radę.
- To chyba nieporozumienie, pomyliłaś mnie z kimś...
- Nie. Wali od ciebie zgnilizną krwi. - była sprytniejsza. Albo po prostu miała rację.
(´∀`)♡
- Wiesz, Nedan? Nigdy bym nie pomyślał, że ktoś powstrzyma mnie od zabijania. - leżałem na plecach, wpatrując się w gwiazdy. Czułem oddech wilczycy na karku.
- Ha ha, a ja w życiu nie spodziewałabym się, że ktoś sprawi, że złamię własną zasadę - roześmiała się głośno. Miała piękny, kojący głos...
(´∀`)♡
Nedan, pisane znakami 値段, oznaczało "cenę". Cenę, jaką musiałem ponieść za ujarzmienie własnej agresji. Nie chciała mnie? Zastanawiałem się nad tym wiele razy. Pewnego ranka wszystko się jednak rozjaśniło.
- Aomine. Idę sprawdzić dwa punkty obserwacyjne. Wrócę tu. - powiedziała z uśmiechem.
Jednak nie wróciła. To były jej ostatnie słowa skierowane do mnie. Szukałem jej rozpaczliwie kilka dni i nocy. Biegłem godzinami, przez oblodzone góry, równiny, bagna, lasy i łąki. Opadałem z sił. Ale w końcu znalazłem. Spowijała ją cienka warstwa śniegu. Jej futro lśniło w świetle księżyca. Jej serce nie biło. Szybko oceniłem stan gnijącego już ciała. Nie miałem wątpliwości - przeciwnik, o dużych szczękach celował w punkty witalne, jak widać skutecznie. Leżałem przy niej tydzień. To właśnie cena mojej delikatności.
Zew powrócił; znowu te same myśli błądziły w mojej głowie. Ale ona oduczyła mnie niepotrzebnego rozlewu krwi i mordu, więc starałem się powstrzymywać.
Dla niej.
C. D. N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz