Moje wilcze życie zaczęło się od oddechu. Pierwszego i magicznego oddechu. Dopiero wtedy, gdy poczułam bijące serce, zrozumiałam co to jest życie. Za każdym razem gdy zamknęłam oczy, od razu chciałam je otworzyć obawiając się, że świat przed moimi oczami zniknie. Gdy zaś kładłam się spać i czułam, że zasypiam bałam się równie mocno. Mój lęk i strach przed jutrem był katorgą, która nie chciała mnie opuścić. Wtedy straciłam wszystko, co miałam.
~*~
Obudziłam się bardzo wczesnym rankiem, widząc szarą pogodę, i nadciągające czarne chmury. Miało to zwiastować kolejną, groźną burzę, która miała zabić następne wilcze pokolenie. Miałam wtedy 3 lata, a rodzice już dawno nie żyli, więc byłam zdana na samą siebie. Jako dorosła wadera musiałam wziąć się w garść i wyjść naprzeciw wszystkim istotom na tej Ziemi. Pamiętam, że jako mały wilk, byłam uczona życia. Z wszystkich tych lekcji zapamiętam tylko jedno przesłanie "Myśli stają się rzeczami". Nie potrafiłam tego zrozumieć, nie wiedziałam o co może w tym chodzić. Znaczenie tych słów pozostało dla mnie tajemnicą, którą chciałam odkryć.
W tą mroczną pogodę, postanowiłam opuścić swoje miejsce i udać się na poszukiwania innych wilków. Poczułam, że ziemia pod moimi łapami trzęsie się co bardzo mnie zaniepokoiło. Czyżby kolejne trzęsienie ziemi? W Japonii nie było mowy o tygodniu bez trzęsienia ziemi, lecz ostatnimi czasy były one bardzo niebezpieczne. Zaczęłam biec tak szybko jak pozwalała mi na to moja słaba kondycja. Po piętnastu minutach bardzo szybkiego biegu, zobaczyłam wielki wodopój, do którego zwykłam przychodzić. Wiedziałam, że muszę biec dalej. Nie wiedziałam po co i dlaczego. Wiedziałam tylko, że nie mogę się zatrzymać. Zacisnęłam zęby i ruszyłam dalej. Nie zważając na zmęczenie, nawet gdy mijałam piękne miejsca z wodopojami, nie zatrzymałam się już ani razu. Czułam, jak moje mięśnie odmawiają mi posłuszeństwa, a organizm skarży się na brak wody i jedzenia. Nie mogłam nic z tym zrobić, bo wciąż wiedziałam, że muszę biec dalej. Moja droga do miejsca, w którym się zatrzymałam trwała około 6 godzin. To był cud, że udało mi się przeżyć ten bieg. W tym czasie burza, która nadciągnęła, już się skończyła a ja byłam bezpieczna. Przez te 6 godzin, modliłam się, by tylko piorun nie zechciał mnie zabić.
Tak więc gdzie trafiłam?
Miejsce, proste i zwykłe. Nie widziałam ani jednej żywej duszy. Zatrzymałam się pod wpływem impulsu, tylko dlaczego akurat w tym miejscu? Niezwykłego doświadczyłam dopiero po kilku dniach bycia tutaj. Pewnego dnia napotkałam starego, lecz szczęśliwego wilka. Trzymał się dobrze, mimo, że żył samotnie od dziesięciu lat. Podszedł wtedy do mnie i rzekł:
-Witam cię serdecznie. - mówiąc to, uśmiechał się sympatycznie.
-Ohayou gozaimasu. - wstałam i skuliłam głowę w jego stronę. Dawno już nie widziałam wilków, również żyłam samotnie.
-Co cię sprowadza w to niezwykłe miejsce? - zainteresował się. Przez chwilę próbowałam sobie uświadomić, co jest takiego pięknego w tym miejscu. Nic nie przyszło mi na myśl.
-Sama nie wiem. - odrzekłam. - Przybyłam z bardzo daleka i jestem tutaj dopiero kilka dni.
C.D.N
Obudziłam się bardzo wczesnym rankiem, widząc szarą pogodę, i nadciągające czarne chmury. Miało to zwiastować kolejną, groźną burzę, która miała zabić następne wilcze pokolenie. Miałam wtedy 3 lata, a rodzice już dawno nie żyli, więc byłam zdana na samą siebie. Jako dorosła wadera musiałam wziąć się w garść i wyjść naprzeciw wszystkim istotom na tej Ziemi. Pamiętam, że jako mały wilk, byłam uczona życia. Z wszystkich tych lekcji zapamiętam tylko jedno przesłanie "Myśli stają się rzeczami". Nie potrafiłam tego zrozumieć, nie wiedziałam o co może w tym chodzić. Znaczenie tych słów pozostało dla mnie tajemnicą, którą chciałam odkryć.
W tą mroczną pogodę, postanowiłam opuścić swoje miejsce i udać się na poszukiwania innych wilków. Poczułam, że ziemia pod moimi łapami trzęsie się co bardzo mnie zaniepokoiło. Czyżby kolejne trzęsienie ziemi? W Japonii nie było mowy o tygodniu bez trzęsienia ziemi, lecz ostatnimi czasy były one bardzo niebezpieczne. Zaczęłam biec tak szybko jak pozwalała mi na to moja słaba kondycja. Po piętnastu minutach bardzo szybkiego biegu, zobaczyłam wielki wodopój, do którego zwykłam przychodzić. Wiedziałam, że muszę biec dalej. Nie wiedziałam po co i dlaczego. Wiedziałam tylko, że nie mogę się zatrzymać. Zacisnęłam zęby i ruszyłam dalej. Nie zważając na zmęczenie, nawet gdy mijałam piękne miejsca z wodopojami, nie zatrzymałam się już ani razu. Czułam, jak moje mięśnie odmawiają mi posłuszeństwa, a organizm skarży się na brak wody i jedzenia. Nie mogłam nic z tym zrobić, bo wciąż wiedziałam, że muszę biec dalej. Moja droga do miejsca, w którym się zatrzymałam trwała około 6 godzin. To był cud, że udało mi się przeżyć ten bieg. W tym czasie burza, która nadciągnęła, już się skończyła a ja byłam bezpieczna. Przez te 6 godzin, modliłam się, by tylko piorun nie zechciał mnie zabić.
Tak więc gdzie trafiłam?
Miejsce, proste i zwykłe. Nie widziałam ani jednej żywej duszy. Zatrzymałam się pod wpływem impulsu, tylko dlaczego akurat w tym miejscu? Niezwykłego doświadczyłam dopiero po kilku dniach bycia tutaj. Pewnego dnia napotkałam starego, lecz szczęśliwego wilka. Trzymał się dobrze, mimo, że żył samotnie od dziesięciu lat. Podszedł wtedy do mnie i rzekł:
-Witam cię serdecznie. - mówiąc to, uśmiechał się sympatycznie.
-Ohayou gozaimasu. - wstałam i skuliłam głowę w jego stronę. Dawno już nie widziałam wilków, również żyłam samotnie.
-Co cię sprowadza w to niezwykłe miejsce? - zainteresował się. Przez chwilę próbowałam sobie uświadomić, co jest takiego pięknego w tym miejscu. Nic nie przyszło mi na myśl.
-Sama nie wiem. - odrzekłam. - Przybyłam z bardzo daleka i jestem tutaj dopiero kilka dni.
C.D.N
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz